Zaznacz stronę

 

Rok temu na dzień dziecka, tata w pracy zbudował nam domek do ogrodu. Domek jest ocieplony, ma drzwi z zamkiem, otwierane okno i lampę. Wokół domku jest wiele fajnych rzeczy. Nasz własny taras, ławki i stolik a także piaskownica i skrytka na zabawki do piaskownicy. Bardzo lubimy się w nim bawić i spędzać czas z naszymi przyjaciółmi.

Domek jest super i świetnie, że w czasie gdy place zabaw były zamknięte, mieliśmy własne miejsce do zabawy. Jedynie żałujemy, że nie mogliśmy pomóc w budowie tego domu. Gdy to powiedzieliśmy tacie, obiecał nam, że coś wymyśli i jak zaczęła się kolejna fala koronawirusa i nauczanie zdalne na koniec 2020 roku, razem z tatą zaczęliśmy budowę nowego domku.

Nowy domek będzie trochę większy od naszego. Będzie trochę szerszy i wyższy. Na zewnątrz będzie taras, ławeczki i stolik – podobne do naszych, a także najważniejsze, czyli piaskownica ze skrytką na zabawki.

Pracę nad domkiem zaczęliśmy więc rok temu w listopadzie. Jak w każdym domu, tak i tutaj musieliśmy zacząć od podstawy domu, czyli podłogi. Tata przygotował nam belki różnych długości.

Na początku zaczęliśmy od zaznaczenia miejsc, gdzie trzeba będzie wkręcić wkręty, czyli gdzie będą łączenia belek. W zaznaczonych miejscach nawierciliśmy miejsca na śruby i zaczęliśmy je wkręcać do połowy. Tak przygotowane belki zaczęliśmy przykręcać do długich belek. Ramkę wzmocniliśmy poprzecznymi belkami i zrobiliśmy sobie przerwę.

Po przerwie razem z tatą rozwinęliśmy membranę materiałową, którą zszywaczem zamontowaliśmy do ramki. Gdy byliśmy zajęci zszywaczem usłyszeliśmy wielki huk. Na początku się przestraszyliśmy, ale jak się okazało, że to tata wrzucił nam na konstrukcję płytę, to wszyscy zaczęliśmy się śmiać.

Po ułożeniu jej starannie, nawierciliśmy otwory i zabraliśmy się do jej przykręcania.

Na koniec pierwszego dnia pracy tata dał nam specjalne mazidło do rozsmarowania po płycie. Podobno ma ono jeszcze bardziej zabezpieczyć tą płytę. Dla nas miało ono konsystencję kupy, którą się nakładało drewienkiem i fajnie rozsmarowywało po płycie. Mieliśmy z tego dużo radości – zwłaszcza gdy Adama kask wleciał w to kupsko. Szkoda, że nie mogliśmy się tym rzucać.

Maź musiała wyschnąć, więc wróciliśmy do domu. Skręcanie było fajne, ale najlepszą częścią było rozsmarowywanie kupowej mazi. Mama niestety nie podzielała naszego zadowolenia z mazi gdy nas rozbierała w domu i okazało się, że trochę jej przynieśliśmy ze sobą na ubraniach.