Zaznacz stronę

Gdy przyjechały płyty wewnętrzne, tata zabrał nas na halę, aby obić ściany od środka. Pomogliśmy tacie w wyłożeniu domku folią. Po przybiciu folii do ścian, zaczęliśmy montować płyty. Okazało się, że jest to bardzo precyzyjna robota a na dodatek wkręty do tych płyt nie chciały się dokręcać i po chwili trzeba było je wyrzucić. Tata mówił, że do przykręcenia ich trzeba więcej siły, więc ten etap wykonał tata bez naszej pomocy dwa razy jadąc na halę.

Jak tata skończył montować płyty do ścian i przyjechaliśmy na halę, to okazało się, że domek miał już wstawione drzwi i kable były zamontowane.

Po krótkich oględzinach domku, przystąpiliśmy do dalszej pracy. Tata dał nam po młotku i wiaderko gwoździ. Zaznaczył miejsca gdzie mieliśmy je wbić i przystąpiliśmy do pracy. Jak się okazało jest różnica między zabawkowym młotkiem, a takim zwykłym. Wbijanie gwoździ okazało się nie takie proste. Szczególnie trzeba było bardzo uważać, aby nie uderzyć się w palec.

Jak obiliśmy cały domek, tata dał nam wełnę w plastrach i zaczęliśmy ją docinać i wkładać w ściany. Po włożeniu wełny wszystko trzeba było osznurkować używając do tego wcześniej wbitych gwoździ. Każdy z nas mógł sobie wybrać ścieżkę po której prowadził pajęczynę. Gdy już pajęczyna ze sznurka była zrobiona, to zabraliśmy się z Adamem za dobijanie gwoździ. Dobijanie było dużo fajniejsze, bo nie trzeba było ich trzymać i nie trzeba było się martwić o palce.

Na koniec zabraliśmy się za układanie wełny na dachu. Te plastry wełny na dach były grubsze i Adamowi skojarzyły się z łososiem. Tata wcześniej dociął te plastry i po chwili cały dach był zapełniony wełną.

Niestety w domku wciąż nie jest ciepło, a to dlatego, że jeszcze nie przyjechało okno. Może będzie następnym razem jak będziemy na hali.

…. acha … pamiętajcie…. Froguś poleca domek na orkiestrę, także licytujcie.